niedziela, 30 października 2016

Joga, miasto i ja

Nie wiem, czy właściwie mogę nazwać się joginką. Nie jestem wykwalifikowaną nauczycielką/trenerką i nie uczestniczę w zajęciach jogi dla zaawansowanych. Nie byłam również na dalekim Wschodzie i nie staję na głowie. Natomiast zdecydowanie mogę przyznać, że jogą zachwyciłam się jakieś półtora roku temu i mimo wielu prób nie umiem już odczepić się od niej.

Podczas jednej z praktyk „joginami” nazwała nas – wszystkich praktykujących – jedna z prowadzących i jakoś tak nagle poczułam się dziwnie i swojsko zarazem. Dziwnie, bo jaka tam ze mnie joginka, a swojsko, bo właściwie dlaczego by nie? W końcu praktykuję, poznaję siebie, przekraczam własne granice i rozwijam się na tyle, na ile można to zrobić w zachodnich warunkach, kiedy wokół Ciebie tramwaje, autobusy, korporacja, wielkie skrzyżowania i zmienne pory roku, które nigdy nie chcą się uspokoić i w kwietniu pada śnieg, a w październiku bywa cieplej niż w maju.

Tak, mieszkam w Polsce, a dokładnie w Warszawie, ale na szczęście nie 
w samym jej centrum. Chmielną i okolice pozostawiam na spotkania towarzyskie i zajęcia jogi w pobliskich szkołach, natomiast codzienne życie wiodę na całkiem malowniczej Ochocie, w sąsiedztwie Parku Szczęśliwickiego.

Jak pewnie większość ludzi na świecie szukam tego magicznego złotego środka, tej równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Najbardziej boję się chyba tego, że coś w życiu mi umknie, że coś ważnego w tym moim pędzie przegapię, i dlatego chyba pojawił się też ten blog. Liczę, że - trochę jak joga - pomoże mi on zatrzymać dla mnie ważne chwile i myśli, które opisane tutaj nie zginą i nie przepadną tak łatwo.

Obok jogi lubię, kiedy ktoś opowiada historie. Niewielkie ma to znaczenie, czy robi to ekipa filmowa czy teatralna czy też pisarz na łamach swoich powieści albo Mistrz Gry podczas prowadzenia tak zwanych „sesji” związanych z grami fabularnymi. Jeden z moich kolegów – inżynierów z pracy stwierdził, że „taka oldschoolowa jestem” i to chyba jest prawda. Trochę po emerycku lubię spędzać leniwe, weekendowe wieczory – z dobrą herbatą, z dobrą książką i kotem na kolanach. A jak wyjeżdżam na wakacje, to najczęściej zwiedzam, przesiaduję 
w muzeach, mam w sobie jakąś taką obawę, że przecież jak już gdzieś jestem, to muszę to wszystko obejrzeć dogłębnie.

Zatem biorąc pod uwagę powyższe będzie to blog o życiu, o tym jak zwolnić, jak się czasem zatrzymać w tym miejskim pędzie i pozachwycać się tym, co dookoła nas.

Mojego bloga przeniosłam tu: https://joganka.weebly.com/

2 komentarze:

  1. Ja ostatnio rozpoczęłam swoją przygodę z jogą. To naprawdę pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli dopiero rozpoczynasz przygodę z jogą, to nie wiem, czy udało Ci się trafić na zajęciach Sivanandy. Bardzo poleca. Nic mnie tak nie odstresowuje, jak one. A w ogóle to od czasu napisania tego posta miałam pewne wzloty i upadki związane z blogiem. Sama nie wiedziałam, czy go prowadzić, czy też nie, i w końcu przeniosłam go w inne miejsce. Jeśli masz ochotę do mnie zajrzeć, to wejdź na: joganka.weebly.com Mam tam więcej artykułów na ten temat.

    OdpowiedzUsuń