Nie wiem, czy właściwie
mogę nazwać się joginką. Nie jestem wykwalifikowaną nauczycielką/trenerką i
nie uczestniczę w zajęciach jogi dla zaawansowanych. Nie byłam również na
dalekim Wschodzie i nie staję na głowie. Natomiast zdecydowanie mogę
przyznać, że jogą zachwyciłam się jakieś półtora roku temu i mimo wielu prób nie
umiem już odczepić się od niej.
Podczas jednej z praktyk „joginami”
nazwała nas – wszystkich praktykujących – jedna z prowadzących i jakoś tak
nagle poczułam się dziwnie i swojsko zarazem. Dziwnie, bo jaka tam ze mnie
joginka, a swojsko, bo właściwie dlaczego by nie? W końcu praktykuję,
poznaję siebie, przekraczam własne granice i rozwijam się na tyle, na ile można
to zrobić w zachodnich warunkach, kiedy wokół Ciebie tramwaje, autobusy,
korporacja, wielkie skrzyżowania i zmienne pory roku, które nigdy nie chcą się
uspokoić i w kwietniu pada śnieg, a w październiku bywa cieplej niż w maju.
Tak, mieszkam w Polsce, a
dokładnie w Warszawie, ale na szczęście nie
w samym jej centrum. Chmielną i okolice pozostawiam na spotkania towarzyskie i zajęcia jogi w pobliskich szkołach, natomiast codzienne życie wiodę na całkiem malowniczej Ochocie, w sąsiedztwie Parku Szczęśliwickiego.
w samym jej centrum. Chmielną i okolice pozostawiam na spotkania towarzyskie i zajęcia jogi w pobliskich szkołach, natomiast codzienne życie wiodę na całkiem malowniczej Ochocie, w sąsiedztwie Parku Szczęśliwickiego.
Jak pewnie większość ludzi
na świecie szukam tego magicznego złotego środka, tej równowagi pomiędzy życiem
zawodowym a prywatnym. Najbardziej boję się chyba tego, że coś w życiu mi
umknie, że coś ważnego w tym moim pędzie przegapię, i dlatego chyba pojawił się
też ten blog. Liczę, że - trochę jak joga - pomoże mi on zatrzymać dla mnie
ważne chwile i myśli, które opisane tutaj nie zginą i nie przepadną tak łatwo.
Obok jogi lubię, kiedy
ktoś opowiada historie. Niewielkie ma to znaczenie, czy robi to ekipa filmowa
czy teatralna czy też pisarz na łamach swoich powieści albo Mistrz Gry podczas
prowadzenia tak zwanych „sesji” związanych z grami fabularnymi. Jeden z moich
kolegów – inżynierów z pracy stwierdził, że „taka oldschoolowa jestem” i to
chyba jest prawda. Trochę po emerycku lubię spędzać leniwe, weekendowe wieczory
– z dobrą herbatą, z dobrą książką i kotem na kolanach. A jak wyjeżdżam na
wakacje, to najczęściej zwiedzam, przesiaduję
w muzeach, mam w sobie jakąś taką obawę, że przecież jak już gdzieś jestem, to muszę to wszystko obejrzeć dogłębnie.
w muzeach, mam w sobie jakąś taką obawę, że przecież jak już gdzieś jestem, to muszę to wszystko obejrzeć dogłębnie.
Zatem biorąc pod uwagę
powyższe będzie to blog o życiu, o tym jak zwolnić, jak się czasem zatrzymać w
tym miejskim pędzie i pozachwycać się tym, co dookoła nas.
Mojego bloga przeniosłam tu: https://joganka.weebly.com/